Witam bardzo gorąco! Przepraszam, że nie było podsumowań pucharów krajowych, ale byłem chory i nie chciało mi się nic pisać, nie czułem się najlepiej. Dzięki za obserwacje, komentarze, odwiedziny, to pomaga mi bardzo i liczę na dalsze miłe uprzejmości. Wczoraj o 20.45 spotkały się w Berlinie na stadionie Olympia spotkały się drużyny Juventusu Turyn i FC Barcelona. Moje serce było rozdarte, ponieważ bardzo lubię Juventus, a uwielbiam FCB.
Każdej drużyny inaczej stałem się fanem, Barcy po meczu finałowym 9 lat temu z Arsenalem Londyn, a Juve przez piłkarza Pavla Nedveda i koszulce piłkarskiej, która była moją pierwszą. Barcelona miała w tym roku trudną drogę do finału w grupie pokonała mistrza Francji, Holandii, Cypru. Po wyjściu z grupy w fazie play-off rozbiła mistrza Anglii, ponownie Francji i Niemiec. W finale miała zagrać z mistrzem Włoch, który w grupie zajął rzutem na taśmę drugie miejsce, w grupie rywalizowali z Malmo, Atletico Madryt i Olypiacosem Pireus. W fazie pucharowej wyrzucili Borussie Dortmund, Monaco i obrońców tytułu Real Madryt. Większość kibiców skazywało na łatwe zwycięstwo Barcelony, ja jednak wierzyłem, że Stara Dama pokaże charakter i sprawi kłopoty Blaugranie.
Przed spotkaniem bilans obu zespołów wynosił 2-2-2 czyli ta potyczka miała zdecydować kto poprawi swoje statystyki. Wszyscy głowili się czy obrana Turyńczyków wytrzyma napór trio z Katalonii ( Messi, Neymar i Suarez ). Przed finałem kurs na zwycięstwo Juventusu wynosił 5.50, na remis 3.50 a zwycięstwo Barcelony 1.60, czyli od początku wiadomo było, że bukmacherzy dają marne szansę na triumf ekipy z Włoch.
Przed spotkaniem odbyło się tradycyjne już przedstawienie. Wczoraj odbyła się 60 edycja pucharu Europy, a 23 edycja ligi mistrzów, Barcelona ostatni raz w finale wystąpiła 4 lata temu, a Juventus czekał 12 lat, a na zwycięstwo 19 lat, a więc bardzo długo.
W finale po raz ostatni zagrali Xavi, a także Pirlo, którzy po sezonie kończą przygodę z europejską piłką, dla niektórych piłkarzy mógł być to ostatni finał w ich karierach, ponieważ lata lecą, a nie zawsze ma się szczęście.
Mecz rozpoczął się pod dyktando piłkarzy Starej Damy, jednak Barcelona szybko pozbierała się i zaczęła swoją tiki-takę, wystarczyło 16 podań, a już Blaugrana zagroziła bramce Buffona, na nieszczęście podanie Messiego, do Neymara nie zostało przejęte, a Brazylijczyk podał Andreasowi Iniesta, który podał do Rakitić ( wolę nie odmieniać, bo nie chcę popełnić błędu), a ten bez problemu pokonał włoskiego bramkarza w 4 minucie spotkania, wtedy pomyślałem no to jak oni zaczynają to może do przerwy będzie z 5-0, ale myliłem się i dobrze.
Cieszyłem się, że padł gol jeszcze wtedy bardzo chciałem kolejnych bramek, ale obrońcy obu zespołów wymieniali się czasem jakimś strzałem, ale raczej gra toczyła się w środku pola. Irytowało mnie, że sędzia litował się nad Vidalem, który już po 15 minutach powinien opuścić boisko za 5 fauli, później jednak zaczął grać, ale tylko Morata zmusił do wysiłku ter Stegena. Barca budowała dwie akcje i odpoczywała podając do siebie, wynikało to z warunków jakie panowały w Berlinie, było parno, a to bardzo przeszkadza w grze na tak wysokim poziomie. Do przerwy nie ujrzeliśmy więcej bramek, po przerwie mogliśmy oglądać na początku ataki Barcelony, ale zostały szybko rozbite przez piłkarzy z Turynu. W 50 minucie role się odwróciły i to drużyna z Katalonii musiała się bronić, 5 minut później z dystansu zdecydował się uderzyć Tevez, niemiecki bramkarz wybił piłkę, a Morata wykorzystał błąd i doprowadził do wyrównania, przypomniał mi się od razu mecz Juve z Realem i gol Moraty, w sumie cieszyłem się z gola, ale wierzyłem, że FCB wygra to spotkanie. Duma Katalonii wzięła się za siebie i znów zaczęła kąsać przeciwnika i już w 67 minucie Messi zdecydował się na rajd z piłką i uderzenie, które wybił Buffon, a sytuację wykorzystał Suarez strzelając gola dającego prowadzenie, za chwilę Neymar sprawił, że kibice znów wpadli w euforię, ale sędzia nie uznał bramki i według mnie miał rację, bo piłka odbiła się od obojczyka, a tą częścią ciała nie można zdobywać goli. ( Ktoś może mi mieć to za złe, ale oceniam spotkanie neutralnie, nie jako wierny fan ulubionej drużyny).
Chwilę później na boisko wszedł Xavi zmieniając Iniestę, tym sposobem Xavi stał się piłkarzem, który zdobył najwięcej pucharów w karierze, zdobył z Barceloną 25 pucharów, a z reprezentacją 6. Jest to niesamowity wynik, trudno będzie komuś poprawić ten wynik, ale jeśli miałbym obstawiać kto to uczyni będzie to Iniesta, ewentualnie Messi, życzę im wielu sukcesów.
Mecz do końca był pełen napięcia, Juventus do ostatnich minut starał się zmienić losy spotkania i doprowadzić do dogrywki, ale w 97 minucie Messi wyprowadził kontrę, podał następnie Pedro, który zaliczył asystę przy golu Neymara.
Kibice Dumy Katalonii oszaleli, zawodnicy cieszyli się z piątego triumfu europejskich pucharach, a czwartego w ciągu 9 lat. Po meczu kamery skupiły się jednak na Pirlo, który nie krył smutku po porażce. Juventus wyrobił niechlubny rekord w przegrywaniu finałów do 4, a Barcelona wygrała 4 finał w jakim grała w ciągu ostatnich lat. Barcelona wygrywając finał zapewniła sobie puchar na własność, ponieważ zdobyła go po raz 5. Dołączyła tym samym do drużyn Ajaxu Amsterdam, Bayern Monachium ( 3 wygrane finały pod rząd ), Real Madryt ( 5 razy pod rząd), AC Milanu i FC Liverpool ( 5 razy wygrywały). Barcelona w obecnych rozgrywkach strzeliła 31 bramek, o dwie mniej niż Bayern Monachium, Juventus Turyn strzelił 17 bramek, Mistrzowie stracili 11 bramek, a przeciwnik tylko 10.Bardzo podobał mi się moment, gdy piłkarze FCB gratulowali świetnego meczu przeciwnikowi. Według mnie Barcelona nie powinna wygrać tak wysoko, ale taki jest futbol, nie może być dwóch wygranych drużyn w finale, nie cieszyłem się ogromnie z pucharu, było mi przykro z powodu turyńczyków, którzy walczyli czysto do końca, futbol przedstawiony wczoraj powinien być pokazywany młodym piłkarzom, aby zrozumieli, że można zagrać piękny mecz, nie trzeba dużo agresji. Liczę, że za parę lat dzieci piłkarzy również zagrają o to trofea.
Wybaczcie mi końcówkę, ale jakoś nie mam pomysłu jak zakończyć post. Bardzo się cieszę z pucharu, z drugiej szkoda mi ciągle drużyny z Włoch, którzy byli waleczni do końca.







Nie jestem fanką piłki, ale czytałam z zaciekawieniem. Gratuluję obiektywizmu!
OdpowiedzUsuńto sie nazywa byc fanem w 100%
OdpowiedzUsuńhttp://happinessismytarget.blogspot.com/
Jak gdzie notka? Gdybyś ją jednak przeczytał, to wiedziałbyś, skąd taki a nie inny wygląd zdjęć. Pozwól, że zacytuję: "Żeby było ciekawiej i żebyście się mogli nade mną trochę poznęcać, wstawiam coś z samych początków"
OdpowiedzUsuńNie wiem po co te nerwy, wyraziłem tylko opinie, jeśli przeszkadza Ci krytyka to masz problem.
Usuń