Spójrz w lustro i powiedz sobie co widzisz. Są różne opcje tego co widzisz. W tym momencie gdybym spojrzał w taflę szkła zobaczyłbym zmęczonego człowieka. Człowieka, który nie umie uporządkować swoich myśli. Faceta niby dojrzałego, a czasami zagubionego jak dziecko.
Dorosłość, tego nigdy nikt Cię nie nauczy, nie uważam że mam z nią problemy. Raczej nie potrafię sobie poradzić z samotnością, boję się jej, a zaraz nauczyłem się w niej żyć. Nie umiem pogodzić się z przeszłością. Ona zawsze wraca do mnie i zawsze boli. Nie otwieram się i nie opowiadam o niej często, bo nie daje to ulgi, a wiem że ludzie mają gorzej. Doceniam to co mam, to ważne jest, aby umieć doceniać zdrowie, wygląd (chociaż tutaj czasami mam "ale", jednak uważam, że nie mam co narzekać), pracę, rodzinę taką, a nie inną. Zawsze coś mogłoby być lepiej inaczej. Jest jednak tak, nie inaczej. Podziwiam ludzi niepełnosprawnych oni czasem są bardziej sprawni niż zdrowi ludzie i mają gorsze dni, ale walczą i są często pozytywni. Czasem chciałbym rzucić to wszystko w cholerę i zacząć na nowo. Tutaj niestety wracamy do punktu wyjścia i braku umiejętności zostawienia przeszłości. Nie potrafię się ruszyć do przodu, niby staram się rozwijać, ale tak naprawdę wpadłem w kółko monotonności i nie umiem z niego wyrwać. Tłumaczę sobie, obiecuję jutro to zmienię i dalej żyję w tym wszystkim. Brakuje mi impulsu, aby coś zrobić zmienić. Życie przemija mi, a ja żyję przechodząc większość dni obok niego udając przed wszystkimi że u mnie wszystko gra, czasami jest mi z tym ciężko, jednak dla niektórych osób nie mogę być słaby, bo i oni tracą wiarę w siebie.
Czytając to wszystko można odczuć, że mam problemy natury psychologicznej i że jest mi potrzeba specjalisty. Moim zdaniem? Wystarczy mi, że mogę się z kimś tym wszystkim podzielić. Może internet to nie jest odpowiednie miejsce, ale to moje miejsce, na które w tej chwili nikt nie zagląda co mi pomaga być sobą chociaż w jakiejś części. Wystarczy mi szczera rozmowa z kim komu zaufam. Niestety z każdą porażką ciężej jest mi zaufać komukolwiek. Stąd nie widzę potrzeb wizyt u specjalistów, bo co mi to da skoro mu nie zaufam i nie będzie mi mógł pomoc. Radzę sobie z samopoczuciem, tego nauczyłem się latami, kiedy myślałem że mam przyjaciół, a tak naprawdę byli to ludzie, których poznałem na chwilę przynajmniej najczęściej dla nich. W życiu nauczyłem się pokory bo bez niej daleko nie da się zajść no chyba, żeby zebrać kolejnego kopniaka i użalać się nad sobą. Kiedyś często użalałem się nad sobą teraz tego nie robię, bo to nie ma wielkiego sensu. Życie się toczy i warto mieć nadzieję, że może zaraz, godzinę, dzień i może nawet miesiąc później będzie lepiej. Ważne jest, aby się nie poddać, wiem łatwo jest o tym pisać, mówić tak naprawdę często stwarzamy problemy, gdzie tak naprawdę och nie ma. W 90% to są nasze obawy, a reszta to problemy różnego stanu czy to materialnego, zdrowotnego czy duchowego. Wtedy to jest inna bajka. W tym momencie trzeba umieć być odważnym i poprosić o pomoc i przyjąć ją. Żyjemy w czasach, kiedy właśnie boimy się prosić o pomoc, bo uważamy że sami sobie damy radę. Pomyśl nad tym jak jest z Tobą, oczywiście możesz się ze mną nie zgodzić i nawet uważam, że masz do tego prawo to tylko moje poglądy, których nie chcę nikomu narzucać. Nie jestem uczonym, aby kogoś pouczać jestem tylko zwykłym gościem, zakładającym maskę na ludzi. Rzadko jesteśmy sobą, lepiej udawać kogoś niż pokazać prawdziwą twarz. Nie lubimy być wytykani palcami, a często to robimy każdego dnia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz